Ukraina Freeride Special !

14 Mar

Czy wiedziałeś, że w Twoim pobliżu istnieje niesamowite miejsce, w którym możesz przeżyć swoje freeride’owe katharsis? Zupełnie niedaleko, bo na Ukrainie, a dokładniej w okolicy Dragobrat.

Nie pamiętam dokładnie kiedy to było, ale po którychś zawodach dostałem info, że organizowany jest wyjazd freeride’owy, który wspiera mój główny sponsor – Pathron Snowboards. Długo się nie zastanawiałem – zmieniłem trochę kalendarz i stwierdziłem, że jadę!

Na Ukrainę wybrałem się z ekipą Radical Tours. Wcześniej o nich słyszałem, ale jeszcze nigdy nie miałem okazji na podobny wypad. Tym razem udało mi się dzięki Pathronowi, dla którego kręciliśmy reklamówkę.

Organizacja całego wypadu od samego początku na plus. Przygoda zaczęła się w Krakowie, gdzie mieliśmy podstawowy kurs lawinowy – między innymi „zabawa” z detektorami.

Z Krakowa wyjechaliśmy ok. 15 godziny. Muszę przyznać, że byłem mega podekscytowany, ponieważ (wstyd się przyznać hehe) nigdy nie byłem na takiej akcji, jaką jest prawdziwy freeride!

Na miejscu przesiadka do tak zwanej „taksówki” i 40 minutowy wyjazd w góry. Przywitała nas mega zima!

Później już poszło – wiadomo, jak to wieczorek zapoznawczy, każdy z nas ze swoim odklejeninem, każdy inny, ale jedno nas łączyło – ZAJAWA i PASJA do snowboardu. Jeden architekt, Pani redaktor Radia Zet, czy Piotr Dabov, właściciel firmy Pogo. To nie miało znaczenia.

Następnego dnia przed domem czekał na nas ratrak, który wywoził nas na rożne linie! Normalnie kosmos!

Pierwszy zjazd był mega ekscytujący! Choć pogoda nie była mega zadowalająca, to banana na buzi nie znikał. Nawet kiedy Piotrek poprosił nas abyśmy zatrzymali się do nagrywki dla Pathrona, prawie nikt z teamu nie posłuchał i rzuciliśmy się wszyscy na puch 😅

Kolejnego dnia pogoda nie rozpieszczała więc nie wyjechaliśmy do góry:(
Dzień później znaleźliśmy za to grubą miejscówkę, gdzie multi spot! Postanowiłem skorzystać z okazji i zaproponowałem, że tu skocznie. Zacząłem łopatą, na co Pan Dabow mówi : – Olej temat, ratrak to zrobi! Bylem w mega szoku i trochę nie wierzyłem, ale później podjechał ratrak i Piotrek poprosił kierowcę, by ten zrobił nam skocznie w tym miejscu. 😀

Niestety pogoda nie pozwoliła na to, by skocznię wykorzystać – zbyt silny wiatr wiec stwierdziłem, że to mega niebezpieczne. Jak widać na zdjęciu to nie były przelewki – ogromny gap!

Dobę później jeździliśmy sobie raczej spokojnie. Jechałem za Arczesem. W pewnym momencie przystanęliśmy i pytam go czy ok (wjeżdżał akurat do żlebu). Odpowiedział, że tak i w tym momencie śnieg pod nim się zerwał i ściągnęła go lawin! Jechał z nią ok. 100 m! Mega mnie zamurowało, ale pamiętałem z przedwyjazdowego kursu, co trzeba zrobić w takiej sytuacji. Zatrzymałem gwizdkiem kilka osób i obserwowałem, gdzie jest poszkodowany. Na szczęście nic się nie stało – zasypało go do polowy, a on jechał na niej jak na kanapie …

Oczywiście nie zabrakło wieczornych imprez (mimo braku zakrapiania, bawiłem się mega i nie pamiętam kiedy tak się wytańczyłem) oraz wieczorku pokera, przy którym była mega beka 🙂 Aha i najważniejsze – #kazdypowininenmiecswojwgo patrhona 🙂

Dzięki temu wyjazdowi odnalazłem sens snowboardu! Ale nie snowboardu sportowego. Bo nie zawsze najważniejsze jest miejsce na podium – czasem górą jest adrenalina, satysfakcja, fun z tego, co się robi.

Każdego, kto nie chce się martwić o śnieg i pojeździć w doborowym towarzystwie zachęcam do sprawdzenia Radical Tours!

Zdjęcia: Piotr Dabov / Rafał Grafal

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *